Fajny film wczoraj widziałam.

Czysty przypadek - tytuł sugerował instruktaż sauny domowej - a był to o zgrozo pornol!

Wiem - przyzwoitość nakazywała z odruchem obrzydzenia film spakować i posłać w diabły - ale ta ludzka, niedobra ciekawość.

Klasyczne już pytanie: momenty były?

I ponowie me lico karminem zalane - bo były.

Ale nie takie jakie gatunek zwyczajowo oferuje.

W tłumie nagich statystów - bo nie aktorów - dokonywały się 2 katastrofy.

Bo fabuła nie zakończyła się ślubem kochanków, a po wtóre żaden z prężnych samców nie mógłby zagrać w golfa z ramionami zalożonymi na plecach.

Jakże więc ta produkcja odbiegała od norm - gdzie widz mógł tylko doznać transfuzji kolejnych kompleksów.

Dlatego nadzy statyści, jakoś tak boczkiem do oka kamery, szybkie przebiegi po planie i wszystko wymagało domysłów.

Ale nie po to produkuje się pornole, by gimnastykować wyobraźnię widza.

Za to warstwa dialogowa biła na głowę, wszystko co postało wcześniej w tej grzeszniej materii.

Smakowita intryga niczym w obrazie J. Edgar z L.Dicaprio.

Szkolenia agentów więcej niż profesjonalne - nagie, przygarbione ciała bez pomiętych garniturów - nie rugowały fachowości tego specyficznego uniwerku kretów.

Jedną z żelaznych zasad maskowania realizacji tajnych zadań, był instruktaż - by podnosić larum o agenturze - jako ten zlodziej, co krzyczy:kradną!!!!

Archaiczna metoda, ale ilu ją wciąż i wciąż... naiwnie łyka.

Nabici w butelkę poklepują złodzieja po plecach za czujność - łamiąc przy tym nogi w dostarczaniu list nominowanych na agentów.

Penetrują społeczność z wdziękiem kombajna - i to była jedyna penetracja w tym filmie.

Zdarzył się o plagiat z Indiana Jones - gdzie jeden z bohaterów krzyczy do kolegi, że ma pająka na plecach. Odjazd kamery ukazuje widzom, że alarmujący ma całą kolonię wielkich pająków na grzbiecie.

W omawianym porno - pięknolica z zaparowanymi od przejęcia okularami tropi kalki językowe - jako dokument zapyziałej agentury - gdzie zdumieni fachowcy z drugiego planu wyszukali w jej pismach cały zestaw takowych obcojęzycznych kalek.

Zapytana: jak to tak?! - odziała swą nagość w bezpieczną materię: Von!

Nie wiem jakie statyści otrzymali honorarium za ten projekt, ale należał im się zdecydowanie dodatek za ciężkie warunki na planie. Blisko 100 C taranowało ich ciała i umysły.

Premia za nagosć nie była brana w rachubę - bo reguluje to sam gatunek.

Zostaje jeszcze paradoks stojący w sprzeczności z powoływaniem takich sprośnych projektów.

Walor wzmożonego podniecenia dotyczył tylko pomykających po planie filmowym - bez stymulacji widza.

Zaś każdy kto obejrzał ten obraz cudnej urody - marzył o prawdziwej saunie, by dokonać rozwodu z pyłem paranoi, bezwstydności, jałowości intelektualnej, litrów potu oszczerstw, które dotyczyły jedynie pomawiających.

I jeszcze narrator w tle, filmowy mędrzec - który konstatuje, że jego życiowy udokumentowany oportunizm, kolejne zdrady kręgów zaufania - to cnota...a nie zdrada. A zdrajcami są wszyscy ci, którzy nie kupczą sobą....